Sebastian Szczerbik

SZKOCJA
(Przyjaciołom moim)

Kiedy podróż przez Polskę skończyli przed rokiem,
Każdy z nich dość zapału miał aby ze smokiem
Walkę stoczyć straszliwą i przenosić góry,
Każdy z nas swą duszę wysyłał pod chmury.

Wtedy plan tak wspaniały począł w nich kiełkować,
Może po pięknej Szkocji los da podróżować...
Jedźmy tam gdzie zamczyska, gdzie twierdze wspaniałe!
I tak oto powstało przedsięwzięcie śmiałe.

Miało być tak wspaniale, prawie tak jak w raju...
Szczęśliwi wyruszyli, lecz zanim do kraju
Druidów dojechali dały znać o sobie,
Bóstwa straszne, przez które Podróżnicy w grobie

Jedną nogą nie jeden raz się znajdowali,
Zaiste, cud prawdziwy, że wrócili cali,
Wciąż im kłody pod nogi rzucał los szalony,
Dętka nagle rozdarta, paszport gdzieś zgubiony,

Kilka razy ze światem już się rozstawali!
Powiem znów: cud zaiste, wyszli z tego cali!
Opiszę tu zdarzenia wręcz niewiarygodne,
Po których nasze serca, wielkich przygód głodne,

Dość już miały emocji,. Ach, gdzie ukojenie?
Zły los wciąż im darował chłód, głód i cierpienie,
Wszystkie wspaniałe chwile, które tam przeżyli,
Trudem strasznym i stresem wielkim okupili.

Jakiś pech obrzydliwy wyprawę naznaczył.
Jeden z Jeźdźców zakrętu w porę nie zobaczył,
Runął w przepaść nieszczęsny, wyleciał jak z kuszy!
Pewnie martwy! Ach, pokój Jego biednej duszy...

Nie! Rusza się! Żyw jeszcze! Wielcy wszyscy Święci!
Śmiałek wstaje, oddycha, w głowie mu się kręci....
Rumak dzielny niestety wyjść z tego nie zdołał,
Pękł wpół, lecz swemu panu życie uratował!

Jeszcze inne zdarzenie: Banda szosą pruje,
Nagle wstrętny samochód Jeźdźca atakuje,
Sypie się szkło po nogach, kierowca strwożony
W drgawkach z wozu wybiega, "Ach, czy ktoś zraniony?"

Ale nasi Śmiałkowie stoją jak pomniki,
"O co kierowcy chodzi? Skąd ten lament dziki?
Czemu człowiek wciąż krzyczy, biega jak szalony?
Czemu bladość pokryła lico jego żony?"

Wyjaśnił sprawę jeździec co zamykał grupę.
"Ten kret ślepy" - powiedział - "leciusieńko w pupę
mi wjechał! A to szczęście, Ha, ja jestem cały,
A z lustra samochodu wióry się ostały!"

Równie strasznych wydarzeń było wiele jeszcze,
Zły Posejdon wciąż miotał wichury i deszcze,
Na wyspie Skye ten zły bóg wysłał swe zastępy,
Prawie Śmiałkom namioty rozdarło na strzępy.

Od tamtej pory Jeźdźcy wciąż nasłuchiwali,
Gdy tylko wiatr słyszeli, z trwogi zamierali,
I tak nerwy napięte wręcz nie do zniesienia,
Nie mogły ciągle zaznać chwili ukojenia.


I choć los był dla nich niebardzo łaskawy,
Oni dopięli swego. A gdy tej wyprawy
wspaniałej koniec nastał, słuchały ich tłumy!
Wtedy dla dzielnych Jeźdźców przyszedł czas zadumy...

Ach ile przeżyliśmy! Cośmy zobaczyli!
Źli bogowie czyhali na nas w każdej chwili!
Jednak my wygraliśmy i próby najcięższe,
Bohatersko przeszliśmy! To co najważniejsze,

Na szczęście w nas nie zgasło, ciągle się paliło,
Wszelkie znoje przetrwało, chociaż ciężko było.
Nie wiesz co mam na myśli? Przyjaźń! I cel wielki!
Przetrwały, dając siłę, by zwalczyć trud wszelki.

Chociaż wszystko w popioły już się obracało,
My wytrwaliśmy razem, Banda nasza cało
z wyprawy powróciła. Hej, złym bogom biada!
Gdy my jesteśmy razem, wszystko się układa...

Warszawa, 13-14. stycznia 1999 r.