Sebastian Szczerbik
WOKÓŁ POLSKI
Cóż za śliczny dzionek, słoneczko przygrzewa,
Lekki wieje wietrzyk, cicho szumią drzewa,
Ptaszki swym świergotem wokół błogość sieją,
Kury sobie gdaczą, gdzieś koguty pieją,
Tam biegnie jelonek, a tam skacze łania...
Wtem zza horyzontu chmura się wyłania
niczym ołów ciężka, już nie szumią drzewa,
Z chmurą idzie w parze straszliwa ulewa.
Jeszcze chwilę temu słońce tu świeciło,
Wokół tak spokojnie i tak błogo było,
A teraz tak leje - siła to nieczysta!
Spójrz, tam w strugach deszczu pędzi rowerzysta.
Za nim drugi , trzeci, potem czworo jeszcze,
Pędzą jak te gromy, nie straszne im deszcze,
Nie straszne im wichry, szalejące burze,
Na nich camping czeka, gdzieś tam, w jakiejś dziurze
Zabitej dechami, odległej straszliwie,
Oni w swe liczniki patrzą niecierpliwie,
Chcieliby dojechać przed północą jeszcze...
Nie straszne im burze, ni wichry, ni deszcze.
Wielki Mistrz słucha
stukotu łańcucha.Dzielne ich rumaki strasznie objuczone,
Ktoś tam podał bidon. W gardło osuszone
Wlewa jeździec wodę z malinowym sokiem,
Oj, chyba im dzisiaj dystans wyjdzie bokiem,
Jeździec wodę chłepcze, nagle widzi z boku
Turban fioletowy, z dzikim błyskiem w oku
Postać doń się zbliża, nagle atakuje,
W galopie jak Tatar bidon przechwytuje,
Wielki Mistrz słucha
stukotu łańcucha.Na przedzie Wódz jedzie zatroskany srodze,
Boi się że łańcuch zgubi gdzieś po drodze,
Obok sunie Skarbnik z kwiatkami na pupie,
Szczęśliwy że ciągle jeszcze jedzie w grupie,
Za nim Długowłosy z kurtką się mocuje,
Widząc to Gość w czapce pomoc oferuje,
Chwyta kierownicę, stara się jak może,
Jednak Długowłosy wkrótce asfalt orze.
Wśród nich mkną trzy pięknej płci przedstawicielki,
Jedna - już wspomniana - turban nosi wielki,
Druga to ta Ruda, co jak strzała pruje,
I trzecia, choć ranna, dzielnie pedałuje.
Wielki Mistrz słucha
stukotu łańcucha.Często przeżyć trzeba straszliwe tortury:
Jak nie podła góra, to w nawierzchni dziury,
Czasem jednak "speedway" przyjemny się zdarzą.
Wściekły głód tymczasem boleści przysparza.
Kiszki marsza grają, tempo narzucają,
Rowerzyści knajpy przydrożnej szukają.
A gdy widzą wreszcie knajpę wymarzoną,
Wpadają głód zabić kiełbachą pieczoną.
A gdy wszamią jadła porcyjki niemałe,
Dosiadają swoje maszyny wspaniałe,
I ruszają dalej, w nieznane, przed siebie,
I choć ciut im ciężko, czują się jak w niebie.
A Mistrz wciąż słucha
stukotu łańcuchaSłońce dawno zaszło, już migocą gwiazdy,
Dzielni rowerzyści, choć dość mają jazdy,
Z maszyn nie zsiadają, noclegu szukają,
Wreszcie na wyśniony camping docierają.
Później w swych namiotach, po spożyciu piwa
ilości niewielkiej Banda dogorywa.
I tak dni mijały...Wreszcie dojechali
do Wodzowskiej Wólki, tam odpoczywali,
Wielki Mistrz nie słucha stukotu łańcucha,
Banda wchłania placki aż się trzęsą ucha,
Potem po kielonku razem wychylili,
I w błogim nastroju podróż zakończyli.
Wprawdzie powódź plany ciut pokrzyżowała,
już się w głowach rodzi idea niemała:
Trzeba jeszcze więcej! Wciąż mało emocji!
Trzymaj się załogo! Za rok ZAMKI SZKOCJI!
Wiersz Wokół Polski powstał niedługo po naszej niedokończonej wyprawie. Ponad rok czekał na oficjalną publikację.